Żadna praca nie hańbi, ale o niektórych trochę głupio mówić

Statystyczny student trzeciego roku ma już za sobą parę mniej lub bardziej udanych doświadczeń na rynku pracy. Przeważnie kompletnie niezwiązanych z kierunkiem studiów i przyszłym, wymarzonym zawodem. Ale kto może się pochwalić pracą na budowie albo w „tolerancyjnym” klubie?

No ja.

Kto z nas nie zna uczucia stania w deszczu, podejmując beznadziejne próby wciśnięcia przechodniom ulotki (lub lepiej dwóch) w niechętną dłoń? Kto nie miał zdartego głosu po pracy w podrzędnym call center? O marudnych klientach, jeżdżących po kelnerach jak po łysej kobyle nie wspomnę.

Jak większość i ja zmagałam się z podobnymi „pracami”. Oprócz kilkunastu pozycji, które naprawdę wzbogaciły moje CV, są też te „mniej chwalebne”, których raczej tam nie umieszczam. Przyszli pracodawcy nie muszą wiedzieć o wszystkim, prawda?

Tutaj jednak mogę opisać co ciekawsze zawodowe przygody. Przygody z tego względu, że były raczej krótkotrwałe…

I

Baby na budowie

Plac budowy nowego centrum handlowego w dużym mieście.

Idziemy szybkim krokiem, bo jesteśmy głodne jak 150, a przerwa trwa krótko. Jedzenie albo toaleta – to wybór tragiczny.

Trzy dziewczyny na placu budowy. Trzeba było się dostosować. Na parę tygodni zapomniałyśmy o zdrowych sałatkach z selera, jogurtu i paluszków krabowych. Pęto kiełby, dwie kromki jasnego chleba i heja. Pół godziny przerwy i do roboty. Było ciekawie.

Nie szata zdobi człowieka

Nasz „strój pracowniczy” wyglądał dokładnie tak samo jak panów z rusztowania, których mijasz każdego dnia. Kask ochronny, kamizelka odblaskowa, flanelowa koszula, zdarte spodnie i buty z noskami.

Wyglądałyśmy tak beznadziejnie, że nawet robotnicy by się nie obejrzeli. Tfu, w sumie to nie było takiej potrzeby, skoro same byłyśmy yyy… robotnicami.

Było śmiesznie

Pomimo, że dźwigałyśmy pojedyncze schody ruchome o wadze dwukrotnie przekraczającej dopuszczalny ciężar, jaki mogą nosić kobiety.

Pomimo outfitu wyjętego wprost z powieści robotniczej Zoli.

Pomimo faktu, że po każdej zmianie padałam ze zmęczenia jak pies Pluto (swoją drogą po co komu siłownia? Zapraszamy na budowę, plecy robią się same!).

roble

Nie ma tego złego

Ale i tak raczej wspominam pozytywy.

  • Męskie żarciki w czasie przerwy w kanciapie przesiąkniętej zapachem pyłu, błota i suchej krakowskiej. 
  • Oglądanie galerii z pustymi sklepami.
  • Brak szefa. Fajnie było się zwracać do przełożonego per „panie majster”.

Myślisz, że znasz obrzydliwe dowcipy? Wejdź sobie do męskiej szatni na budowie, a poznasz prawdziwą kwintesencję czarnego, szowinistycznego humoru. Nie powiem, nieraz śmiałam się do łez.

No, zostaje jeszcze aspekt podreperowania swojego ego. Nieważne jak uwaloną masz facjatę i jak beznadziejnie prezentujesz się w zmiętej koszuli w kratę – i tak zasługujesz na tytuł Miss Budowy i statuetkę złotego kilofu.

Rebels

A na koniec wszczęłyśmy bunt.To znaczy nie osobiście i tak trochę przez przypadek. Okazało się, że szef nie chce zapłacić nam za przerwy, które miały być normalnie płatne. No i kiedy usłyszeli o tym nasi współziomkowie to stwierdzili, że tak nie może być. I że oni to za przeproszeniem pierdolą i jak nie dostaniemy pełnej wypłaty to do roboty jutro za cholerę nie przyjdą. A że było już po terminie to „ci na górze” nie mieli wyboru.

Czułam się jak uosobienie Aramisa i Wolności wiodącej lud na barykady razem wziętych.


Kolejną perełką w moim życiorysie był:

II

Gejowski klub

Co może robić heteroseksualna laska w takim miejscu? W 99% przypadków pomyliła miejsca i ucieka czym prędzej na widok chłopaków z dekoltem większym, niż ona sama miała kiedykolwiek odwagę założyć.

A ten jeden samotny procencik? – To ja.

Wokoło pełno facetów, część nawet fuckable, no ale jednak ewidentnie coś nie gra.

Stoję na selekcji. Po prostu praca mojego życia. Mogłoby się wydawać, że to nienajlepsze zajęcie dla dziewczyny. Ale w sumie czemu nie? Płacą nienajgorzej, nikt Cię nie zaczepia, a rodzice spokojni, bo „przynajmniej nikt po tyłku nie będzie klepał”.

Fail

Lecz życie jednak zweryfikowało moje umiejętności i akurat ten egzamin oblałam. Zapytacie co trudnego jest w ocenianiu, czy koleś ma na sobie wystarczająco obcisłe rurki. W tym akurat nic.

Ale poza tym musiałam decydować czy ktoś jest „odpowiednio” ubrany. Więc raz się zdarzyło, że przepuściłam pociesznego, starszego pana, który nie spełniał warunków, no, ale przymknęłam na to oko. Za chwilę przyszedł zirytowany manager.

– Przy barze siedzi facet w kapciach. Nie zauważyłaś tego?

– Yyy…

No żal mi się go zrobiło jakoś…

Fail  nr 2

Innym razem byłam czujniejsza na punkcie odzienia klientów, więc zatrzymałam babkę w kurtce i grzecznie zakomunikowałam, że musi skorzystać z szatni.

Podeszła do mnie.

Wolnym ruchem rozsunęła suwak kurtki.

I zapytała konspiracyjnym szeptem:

– Ej… mogę wejść w kurtce? Bo jak widzisz pod spodem mam T-shirt z supermenem… Nie chcę wyglądać jak stara lesba…

Jebłam.

Moja kariera w tym miejscu szybko się zakończyła. A wszystko dlatego, że jestem osobą cichego, pokornego serca… Ale co zrobię?

Advertisements

8 thoughts on “Żadna praca nie hańbi, ale o niektórych trochę głupio mówić

  1. Jestem absolutnie wniebowzięta 😀 jak widać, istnieje coś o wiele bardziej ciekawego do roboty niż bieganie w tę i we w tę jak kot z pęcherzem po Macu. No i fakt faktem – żadna praca nie hańbi i tego trzeba się trzymać! Taaa… Zwłaszcza gdy ktoś tak jak ja poszedł w kierunku humanistycznym ;-;

    Lubię to

  2. Bardzo dużo ludzi mówi, że jak tylko można, to lepiej przez jakiś czas nawet a darmo popracować, niż łapać się za sklepy i knajpy, ale oczywiście, nie każdego stać, aby pracować za darmo.

    Lubię to

  3. Gratki i podziw za takie doświadczenia. Prawda jest taka, że nie każdy na tym trzecim roku może się pochwalić jakąkolwiek pracą. Chociaż sama rozpoczęłam swoją barwną karierę zawodową dawno temu, już w wieku siedemnastu lat (wykładanie jogurtów w markecie) to w gronie moich znajomych wiele osób na magisterce i dopiero zaczyna szukać jakiejkolwiek pracy. Oczywiście w zawodzie i oczywiście za odpowiednią stawkę na dzień dobry. Smutne to. Bo jak dla mnie właśnie takie niekoniecznie prestiżowe zajęcia budują charakter, szacunek do pieniądza i pracy wykonywanej przez wielu, wielu ludzi.

    Lubię to

    1. Najczęściej spotykam dwie kategorie ludzi. Jedni zaczęli pracę już w wieku 14 lat przy roznoszeniu ulotek albo czegoś takiego, a drudzy zaczynają pod koniec studiów… no, z różnymi wynikami … Ale z tym szacunkiem do pieniądza masz rację. Był czas, że patrząc na sukienkę za 80 zł kalkulowałam czy jest warta stania 10 godzin w supermarkecie na promocji śledzia. I dochodziłam do wniosku, że nie potrzebuję tej sukienki.

      Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s