Gdzie kupić bilet, jak uniknąć gwałtu i w czym śpią Mongołki w Kolei Transsyberyjskiej

Wiedźmin 3 miał swoją premierę już jakiś czas temu. Eredin kaput, więc może należałoby wreszcie odsunąć zasłony, sprzątnąć stos zużytych chusteczek z biurka , zutylizować skład pustych puszek po Tigerze spod niego i wyjść do ludzi? Fajnie byłoby nawet posunąć się krok dalej i zacząć planować wakacje.

Na przykład w Rosji. Na przykład Koleją Transsyberyjską.

2

Nie stać mnie. Nie znam rosyjskiego. Nie wiem jak się do tego zabrać. Boję się. To nie jest wcale takie skomplikowane. Ale wciąż wypada się jako tako przygotować i pamiętać o :

  1. Biletach

Gdzie je najlepiej kupić? Na pewno pośrednikom mówimy stanowcze NIE. Warto poświęcić tę godzinę i nauczyć się w miarę czytać cyrylicę. No, może ,,czytać” to za duże słowo, ale po sześćdziesięciominutowym, internetowym kursie własnej roboty będziecie  w stanie to robić w tempie… pięciolatka. Ale zawsze. Miło jest przecież wiedzieć skąd i dokąd się udajemy, prawda? Bez tego taki napis jak  Новосибирск może być nieco problematyczny.

Ewentualnie można zaglądać do ściągi i wtedy brać się za deszyfrację. Najlepiej kupować na bezpośredniej stronie przewoźnika lub już w Moskwie, normalnie przy okienku.  Może to nie jest najtańsza impreza, ale przeciętny student bez większych problemów da radę uciułać taką kwotę.

  1. Towarzystwie

Są osoby, którym nie przeszkadza przejechanie w pojedynkę stopem połowy globu, podczas gdy u innych występują objawy paranoi na samą myśl o znalezieniu się samotnie w sąsiednim mieście.  Na to raczej nie ma reguły, ale często warto hołdować powiedzeniu ,,Nieważne gdzie, ważne z kim”. Abstrahując – nie tylko w kontekście podróży.

W każdym razie. Próby porozumiewania się po rosyjsku może i mogą skończyć się powodzeniem, jeśli tematy rozmowy nie wykraczają poza pogodę i picie. Zdane CAE raczej wiele nie pomoże, bo anglojęzyczni pasażerowie stanowią mniejszość.

No i są jeszcze kwestie bezpieczeństwa. Zawsze jakoś lżej na duszy, kiedy wiesz, że ktoś obserwuje Twój plecak podczas Twojej wizyty  w kiblu. Nie chodzi mi tu jedynie o dobra materialne. Co byś powiedziała koleżanko na taki scenariusz:

Jedziesz sobie Koleją Transsyberyjską. W przedziale sami Mongołowie, średnio można pogadać, bo o ile po rosyjsku potrafisz się przedstawić, to po mongolsku ni w ząb. Ale fajnie jest. Do momentu, kiedy budzisz się w nocy, a jeden z współpasażerów kładzie Ci łapę na tyłku. Średnio fajne doświadczenie. Ja rozumiem, można sobie samej wnosić lodówkę na piąte, szóste, siedemdziesiąte piętro, ale czasem warto mieć na podorędziu kolegę znającego karate czy inną krav magę.

Może i taka sytuacja zdarza się raz na milion. Ale też możecie mieć tyle szczęścia pecha co ja. I niekoniecznie równie dobrą koordynacją na trasie noga- twarz napastnika.  A, i gaz pieprzowy kompletnie się nie sprawdza w pociągach, raz miałam okazję się o tym przekonać – w drodze na Woodstock. Boląco, płacząco, ogólnie ałała.

  1. Higienie

A z tym bywa to tam różnie. Nie będę przypominać nikomu o umyciu rączek po wyjściu z toalety (lub w wersji pociągowej, o przetarciu ich chusteczką nawilżoną).

Jeśli jednak się jedzie w towarzystwie mongolskich studentek, to można podłapać sporo trick’ów. Byłam pełna podziwu obserwując jak sobie radzą. Elementem kluczowym jest współpraca. Bez współpracy to do dupy, a nie na sanki.

Kran. Woda nie leci, jeśli nie przyciskasz małej kulki w środku. Więc człowiek próbuje sobie poradzić jakoś jedną ręką. A Mongołki co. Jedna trzyma wodę, druga –  myje włosy. Jedna trzyma wodę, druga – proszę bardzo, nakłada odżyweczkę.  Jedna trzyma lusterko – druga – oh là là, przykleja sobie sztuczne rzęsy (true story).

Uważam, że i tak generalnie dobrze sobie radziłam. Choć kiedy one wskakiwały w swoje satynowe, zwiewne piżamki (jedna to nawet przy niej pióra miała), to nawet bez nazywania nikogo mistrzem i szefuniem czułam się jak menel.

 

  1. Wystawieniu łba przez okno

Nie wiem jak Wy, ale za każdym razem kiedy myślę o podróży Koleją Transsyberyjską, to nasuwał mi się obraz mojej głowy radośnie trzepoczącej na zewnątrz pociągu.

Może wydaje się to łatwe do zrealizowania, ale większość okien nie pozwala na takie kaskaderskie wyczyny. Czasem trzeba się dobrą chwilę naszukać takiego, które da się otworzyć na odpowiednią szerokość. I uważać na czatujące prowadnice, lubią się czepiać. Jednym słowem, trzeba trochu pokombinować. Choć w sumie po co?

Z technicznego punktu widzenia nie ma różnicy pomiędzy zrobieniem tego w PKP. Na trasie Warszawa- Mielno uczucie chlastania wiatrem po gębie jest wprawdzie identyczne jak to w transsyberyjce pomiędzy Irkuckiem a Ułan-Bator. A jednak to nie to samo. Absolutny must do.  Nie miałeś głowy za oknem, nie jechałeś. Koniec kropka.

  1. Oraz o tym, że:

Nie stać Cię  – mniej imprez przez jakiś czas, zamiana Sokołowa na mielonkę, praca dorywcza i heja

Nie znasz rosyjskiego – patrz punkt 1.

Nie wiesz jak się do tego zabrać –  podstawy już masz, a dobra ściema motywacja to pół sukcesu

Boisz się – Bez jaj. Ty?

2.01

Advertisements

4 thoughts on “Gdzie kupić bilet, jak uniknąć gwałtu i w czym śpią Mongołki w Kolei Transsyberyjskiej

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s