Mongolia za 3 dychy, czyli jak nie planować podróży

No dobrze, raczej nikt nie jest na tyle naiwny, żeby wierzyć, że 30 zł starczy na hajlajf w Mongolii (przynajmniej taki trwający dłużej niż 15 minut). Tytuł raczej gwoli przyciągnięcia uwagi, niż zapowiedzi ujawnienia magicznego sposobu na darmowe życie wśród stepów.

Więc jeśli daleko komuś do bycia modelką z insta, której nie przeszkadzają obtarte kolana i mającą w znajomkach na fb szejka gotowego fundnąć wycieczkę, to mówimy o nieco wyższej kwocie.

Ale fakt faktem, że chociaż nie utożsamiam się z tym opisem, to w momencie przekraczania granicy rosyjsko- mongolskiej, w portfelu miałam odpowiednik 30 zł.  Po wymianie na tugrugi ( 1 zł =530 T) nie wyglądało to nawet źle. Zwitek banknotów tysiąctugrugowych wywoływał efekt placebo pozwalający sądzić, że mogę kupić wszystko. Kiedy prawda była taka, że nie starczyłoby nawet na noc w hotelu z minus jedną gwiazdką.

1

Pewnie gdybym zdecydowała o wyjeździe wcześniej, zaopatrzyłabym się w odpowiednią ilość gotówki, ale co zrobić skoro decyzja została podjęta na 3 ( słownie, po krakowsku: czy)dni przed. Hajs już wydany, pamiątki kupione, pora wracać do domu. A może niekoniecznie? Akurat byłam w Irkucku, czemu nie skoczyć przy okazji do Ułan Bator? Okazja może się nie powtórzyć. Czasu trochę jest, poprawek udało się uniknąć. Jadę. Jeszcze tylko mail do mamy:

,,Hej, zmiana planów,  zahaczę sobie jeszcze o Mongolię, będę w domu trochę później niż przewidziałam. W sumie to nie wiem kiedy. Przywiozę Ci magnes paaa”

Oczywiście wypadało ominąć niewygodne szczegóły o braku:

  1. hajsu
  2. wizy
  3. planu

Miałam złudną nadzieję, że mama będzie na tyle zaaferowana dodaniem kolejnej ozdoby do swej lodówkowej kolekcji, że nie zapyta #Jakto #JakaMongolia #Dzickoomójbożewracjanatychmiast.

Trochę się przeliczyłam i sądząc po reakcji, wiadomość o urokach wielokrotnego gwałtu dokonanego na mnie w rosyjskim więzieniu zostałaby przyjęta równie entuzjastycznie. Na szczęście na ten temat moja wiedza jest mocno ograniczona.

Czemu w ogóle tam pojechałam? Oprócz podejścia ,,Młodość, zwiedzanie świata i ahoj przygodo!” na decyzję miał też wpływ inny czynnik. Główną rolę odegrała akurat moja ignorancja i pójście na yolo ,,noo jakoś to będzie”. Za mało uwagi przyłożyłam do terminów i jak się okazało miałabym tylko 2 dni na powrót z Irkucka, co przy odległości ponad 5 tysięcy km. byłoby raczej niemożliwe bez samolotu, który przy moim budżecie nie wchodził w grę.

Powrót bez ważnej wizy groził … w sumie nie wiedziałam czym. Wizja strażnika granicznego krzyczącego do mnie po rosyjsku, wymachując moim paszportem, więzienie, kałach, ewaporacja, Smoleńsk. Moja bujna wyobraźnia podsuwała różne nieprzyjemne opcje, co bracia Rosjanie robią z jednostkami nielegalnie przebywającymi na ich terenie.

Alternatywą była właśnie Mongolia i wyrobienie tam wizy tranzytowej. Czy dzisiaj zrobiłabym to samo? No pewnie! Skąd bym  wiedziała jak to jest biegać po stepie, pić kumys, spać w jurcie i prawie wyjść za Mongoła?

A teraz wiem. I w najbliższym czasie też będziecie wiedzieć.

Zapraszam ponownie na ChociażKawałek.

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s